Usta = pomadki

Cieszę się, że lakiery, które pokazałam w poprzedniej notce przypadły Wam do gustu. Zaznaczam, że ich cena jest naprawdę niska i wręcz odwrotnie proporcjonalna do jakości. 🙂 O czym dzisiaj? Od paznokci przechodzimy do ust, więc… pomadki. Nie lubię mieć w swoim asortymencie zbyt dużo kosmetyków, bo wiem, że większości z nich i tak nie wykorzystam. Z tego powodu liczba moich pomadek jest naprawdę mała, w sumie to jest to raczej cyfra. Czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku. Zwłaszcza, że najczęściej wykorzystuję tylko trzy z nich. 
Uwielbiam pomadki formy Nivea, głównie ze względu na to, że cudownie nawilżają usta, a ich zapach, mm.
Jak widać na zdjęciu, róż bardziej przypadł mi do gustu. 🙂
Tę pomadkę dostałam od koleżanki już jakiś czas temu. Ma ładny ciemnoróżowy kolor, ale za to smak jest… no dobry nie jest.
To pomadka firmy Golden Rose. Zanim nałożymy ją na usta musimy je nawilżyć jakąś pomadką ochronną, gdyż ta sprawia, iż widać każdą skórkę na ustach- przynajmniej w moim przypadku. 
Jak widać pomadka firmy Oriflame. Używam jej w połączeniu z czerwoną pomadką ochronną Nivea, gdyż bez niej nie ma żadnego połysku.
Tak o to prezentuje się moja mała (bardzo bardzo mała) kolekcja pomadek. Pewnie w przyszłości mimo wszystko się ona powiększy, ale jak na razie nie czuję potrzeby wydawania pieniędzy na kosmetyki, bez których nie umrę. Zwłaszcza, że każdy kolor pomadki, który mnie naprawdę interesuje już mam.
Pozdrawiam!