Everyday make up routine

Jeszcze chyba nie wspominałam na blogu o kosmetykach, których używam do codziennego makijażu, głównie pewnie z tego względu, iż po prostu często się one zmieniają i rzadko który zachwyci mnie na tyle, że zostanę przy nim na dłużej. Aktualnie jednak mam swoją małą grupę ulubieńców, które znajdują się w mojej kosmetyczce od jakiegoś czasu, więc myślę, że jest to dobry moment na tego typu wpis. 
Cały czas szukam jednak idealnego, lekkiego i kryjącego podkładu, więc jeśli znacie jakieś fluidy w dobrej cenie, to byłabym wdzięczna za pomoc! 🙂
A bez jakiego kosmetyku Wy nie wyobrażacie sobie codziennego makijażu?
Korektory – rozświetlający pod oczy z Bell i kryjący wszelkie czerwone miejsca na twarzy firmy Lovely. Oba są w bardzo niskiej cenie i oba polecam. Ten zielony jest ze mną już dłużej, jednak jeśli znacie jakiś jego zamiennik, oczywiście jestem otwarta na wszelkie informacje.
Podkład – w najjaśniejszym dostępnym odcieniu (oczywiście jeśli chodzi o kolekcję ze zdjęcia), kupiony nieco pod wpływem impulsu, gdyż był na promocji. Fluid ma dobre krycie, ładnie się rozprowadza i wygląda bardzo naturalnie. Jedynymi jego minusami są: cena (ok. 60zł) i kolor, ten najjaśniejszy jest nadal za ciemny. 
Konturowanie twarzy i cienie do brwi – tak, wiem że to po lewej to cienie i właśnie w celu malowania oczu były one kupione. Z czasem jednak doszłam do wniosku, że jest to kolor idealny do konturowania twarzy i od tego czasu już nie gości na moich powiekach.
Cienie do brwi już Wam pokazywałam w tym wpisie. Są firmy Catrice i wyglądają naprawdę dobrze i naturalnie na brwiach. W zestawie jest także mini pęseta, a także grzebyk i pędzelek. Polecam!
Tusz do rzęs i cielista kredka do oczu – o maskarze przeczytać możecie już tutaj, więc nie będę się powtarzać. Jeśli chodzi o kredkę, kupiłam ją w poprzedni weekend i, niestety, jest słaba. Co prawda łatwo się ją nakłada, niestety szybko znika, co jest strasznie irytujące.
Cienie do powiek – na początku lutego kupiłam swoją pierwszą kasetkę Inglot, a do niej od razu powędrował cień, który widzicie po lewej (nr 402). Kilka dni temu kolejny kolor zasłużył (haha) na miejsce w niej, niestety nie mam pojęcia jaki to nr, bo… nie potrafię wyciągnąć cienia (kill me!)! Od czasu ich zakupu na moich powiekach nie zobaczycie nic innego (no, czasami nie używam cieni). Kolory świetnie wpasowują się w mój gust i, szczerze powiedziawszy, żałuję, że wcześniej nie zabrałam się za tworzenie swojej własnej palety cieni.
Post przypadł Ci do gustu?
Podziel się nim ze znajomymi: