Wpis zawiera linki afiliacyjne
Krótka przerwa w publikacji nie oznacza, że lista ulubieńców jest pusta – wręcz przeciwnie. Poznajcie bloga z edukacyjnymi treściami o pracy mózgu, mój nowy ulubiony produkt do pielęgnacji paznokci, japońską kawiarnię, w której serwowana jest najlepsza matcha w Poznaniu, i jeszcze kilka innych inspirujących punktów z lutowo-marcowego zestawienia.
4 analogowe hobby, które praktykuję
Ulubieńcy minionych dwóch miesięcy
Blog Brain Health, Decoded. Od miesięcy regularnie znajduję nowe blogi na Substack, które dodaję do listy obserwowanych. Ten autorstwa dr. Dominica Ng był pierwszym, który zasubskrybowałam jako płatny newsletter, bo prawdopodobnie nigdy z żadnej strony nie dowiedziałam się tyle, ile właśnie z tego bloga.
Z opisu profilu dowiadujemy się, że autor jest neurobiologiem i dzieli się wskazówkami, jak poprawić sprawność umysłową i zadbać o zdrowie mózgu. Nie byłabym w stanie lepiej podsumować tego, o czym są artykuły. Jeśli interesuje Was praca mózgu, jaki wpływ na dopaminę mają media społecznościowe lub jaka realistyczna poranna rutyna jest warta wypróbowania, znajdziecie to wszystko właśnie na wspomnianym blogu.
Wiele z artykułów można przeczytać wyłącznie po wykupieniu płatnej subskrypcji (37 zł/miesiąc), ale jest opcja skorzystania z 7-dniowego planu próbnego, by przekonać się, czy warto.
Najlepsza matcha w Poznaniu. Wraz z przyjaciółką wzięłyśmy sobie za cel znalezienie kawiarni, w której matcha będzie lepsza, niż w happa to mame – japońskiej herbaciarni, którą znajdziecie w Poznaniu i w Warszawie. Dotychczas jedynymi miejscami, które mogłyby z nią konkurować, są Eter (Warszawa) i Nami (Poznań), jednak nadal, gdy tylko chcemy mieć 100% pewności, że nie czeka nas rozczarowanie, wybieramy właśnie happa to mame ulokowaną na poznańskich Jeżycach.
Napój jest pyszny, a wystrój miejsca bardzo oryginalny i surowy. Jeśli więc nigdy nie piliście matchy lub już ją lubicie, a nie słyszeliście o tej herbaciarni, koniecznie nadróbcie zaległości!

Lakier-odżywka do paznokci Active Bright, Manucurist. Przyznaję, że kilka miesięcy wzbraniałam się przed zakupem tego produktu, bo wydanie prawie 60 zł na lakier do paznokci nigdy nie było na mojej liście rzeczy do zrobienia. Niemniej jednak miałam okazję dorwać go w niższej cenie (niecałe 40 zł). Przyznaję, że spodobał mi się na tyle, iż kupię go ponownie (lub wersję Shine), gdy tylko uda mi się zużyć aktualną buteleczkę. Co raczej nie nastąpi prędko, bo lakier ma pojemność aż 15 ml – dla porównania, odżywka marki Semilac, o której pisałam w ubiegłym roku ma 7 ml.
Produkt ma w sobie niebieskie drobinki, które optycznie rozjaśniają płytkę i nadają jej zdrowy blask. Ponadto równomiernie się rozprowadza dzięki szerokiemu i zaokrąglonemu pędzelkowi i niesamowicie szybko schnie. Co ważne, dla zauważalnego efektu wystarczy już jedna warstwa, co dla mnie jest dużą zaletą. Jedynym minusem jest trwałość, bo nie zauważyłam by była jakoś spektakularnie lepsza, niż np. wspomnianej wcześniej odżywki Semilac, ale nie jest też dramatyczna.

Mata do akupresury. W styczniowych ulubieńcach pisałam o pistolecie do masażu i o tym, że w przypadku napięcia barków i ramion sprawdza się lepiej niż mata. Okazuje się, że byłam w błędzie! Wystarczyło po prostu przemóc swój strach przed położeniem się nagą skórą na kolcach, by móc cieszyć się wszystkimi dobrodziejstwami narzędzia. Mam wrażliwą skórę i zwyczajnie obawiałam się podrażnień, na szczęście (na razie) nic takiego nie zauważyłam.
Podobnie jak w przypadku pistoletu, efekt po użyciu maty do akupresury jest odczuwalny już po pierwszym użyciu. Odnoszę jednak wrażenie, że leżenie na niej działa wprost terapeutycznie, bo zmuszeni jesteśmy znaleźć te min. 20 minut dziennie, by móc skutecznie zrelaksować spięte mięśnie i fajnie jest nie wpatrywać się wtedy w ekran smartfona, tylko poświęcić ten czas na medytację, słuchanie ulubionej muzyki, czy podcastu. Lub po prostu poleżeć w ciszy. Polecam!
Urodzinowa niespodzianka. W marcu skończyłam 34 lata (what?!) i z tej okazji mój mąż wraz z bliskimi mi osobami z rodziny zorganizowali spotkanie-niespodziankę w naszym mieszkaniu. Był i tort (nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam urodzinowy tort!) i kwiaty i zupełnie niczego się nie spodziewałam (świadczył o tym mój strój). Niesamowicie mnie to wzruszyło i wypełniło ogromem wdzięczności za poświęcony czas i chęci sprawienia mi przyjemności.

Aplikacja, która ułatwiła mi stworzenie szafy kapsułowej. Z tekstów, które w minionych dwóch miesiącach pojawiły się na blogu, moim ulubionym jest właśnie ten o jednej z najczęściej używanych przeze mnie apek. Pomaga mi ona w podejmowaniu decyzji o tym, co na siebie włożyć, ułatwia robienie zakupów odzieżowych z myślą o szafie kapsułowej, a także usprawnia pakowanie na wyjazd.
Nie zapomnijcie napisać, co w lutym i marcu 2026 znalazło się na Waszej liście ulubieńców!
Chcesz być na bieżąco?
Dołącz do darmowej subskrypcji i otrzymuj powiadomienie o każdej nowej publikacji!
Aktywuj powiadomienia Web Push o nowych wpisach!
Jeśli nie widzisz przycisku, oznacza to, że masz już włączone powiadomienia / wcześniej postanowił_ś odrzucić powiadomienia / przeglądarka, z której korzystasz nie obsługuje powiadomień push.





Zostaw coś po sobie