emma hill

Ulubieńcy stycznia 2020 (m.in. Emma Hill i jej kanał na Youtube)

Koniec miesiąca to idealny czas na podzielenie się z Wami zestawieniem ulubieńców mijających tygodni. Poniżej znajdziecie garść interesujących linków i rzeczy, wśród których pojawiła się m.in. Emma Hill ze swoim inspirującym kanałem na Youtube. Enjoy!

Ulubieńcy roku 2018 (11 fajnych rzeczy, które polecam)

W ankiecie, którą całkiem niedawno opublikowałam na blogu, zaznaczyłyście, że jedną z najpopularniejszych serii na blogu, zaraz obok minimalizmu, są ulubieńcy. Dlatego też postanowiłam wrócić do comiesięcznej publikacji zestawienia moich faworytów miesiąca. Decyzję tę podjęłam nie tylko z chęci wyjścia na przeciw Waszym oczekiwaniem, ale też z innej prostej przyczyny – uwielbiam te wpisy (!). Bezsprzecznie jest to najprostszy sposób na podzielenie się z Wami propozycjami, które moim zdaniem zasługują na uwagę, a doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nierzadko korzystacie z moich poleceń.

Fajne rzeczy ze stycznia

BLOG LUB KANAŁ NA YOUTUBE.

Muszę przyznać, że Emma Hill nie zwróciła mojej uwagi od razu. Kilka miesięcy temu natknęłam się na jej kanał, obejrzałam kilka filmów i na długi czas dałam sobie spokój z dalszym poznawaniem jej twórczości. Wydawała mi się zbyt poważna i być może zwyczajnie miałam dość tematyki związanej z capsule wardrobe i slow fashion.

Gdy w grudniu rozpoczęłam swoje treningi na rowerze stacjonarnym, zaczęłam nadrabiać zaległe widea na Youtube i tym sposobem ponownie trafiłam na kanał Emmy. Dzisiaj nie mam pojęcia, dlaczego skreśliłam ją na starcie, zwłaszcza, że mamy całkiem podobny gust i bardzo podoba mi się jej świadome podejście do mody. Aktualnie jest w trakcie renowacji swojego domu, więc jeśli lubicie typowo wnętrzarskie filmy, koniecznie do niej zajrzyjcie. Zwłaszcza, że wiele rzeczy remontuje całkiem sama (!).

emma hill

emma hill

FILM LUB SERIAL.

Filmy oglądam bardzo rzadko, znacznie bardziej lubię seriale. Ale na początku tego roku dopadło mnie przeziębienie, którego skutkiem była regeneracja w domu, dzięki czemu miałam więcej czasu na czytanie, a także obejrzenie ekranizacji, która pomimo specyficznemu tematowi, któremu jest poświęcona, przypadła do gustu wielu osobom. Mowa o filmie „Dwóch papieży”, który obejrzeć możecie na Netliksie.

Wspomniany tytuł poświęcony jest papieżom: Benedyktowi XVI i Franciszkowi, a raczej ich rozmowom. Podkreśla różnice pomiędzy postaciami i zdradza, jak od wewnątrz wygląda wybór głowy Kościoła. Wiadomo już, że wiele kwestii w filmie jest fikcją, jednak nadal ogląda się go przyjemnie.

APLIKACJA.

O tego typu aplikacji pisałam już na blogu, jednak po zmianie telefonu totalnie wyleciało mi z głowy, aby ponownie ją zainstalować. Podczas pieczenia przypomniałam sobie jednak o istnieniu tej pomocy. Mowa oczywiście o Kalkulatorze kuchennym, bez której nie wyobrażam sobie gotowania czy właśnie pieczenia, gdy w grę wchodzi odpowiednie przeliczenie proporcji. Jeśli tak, jak ja, macie z tym odwieczny problem, koniecznie zainstalujcie sobie wspomnianą aplikację lub inną o podobnym działaniu.

DANIE.

O istnieniu przepisu na mielone z tofu wiedziałam, jednak zawsze wydawało mi się, że jego przygotowanie wymaga zbyt dużej ilości czasu. Jak już wiecie, ja zdecydowanie preferuję szybkie i proste dania, więc byłam skutecznie zniechęcona do wypróbowania przepisu. W końcu jednak postanowiłam dać mu szansę i… było to najczęściej jedzony przez nas posiłek nie tylko w styczniu, ale i w grudniu.

Zrobienie samego “mielonego” zabiera 20 minut, jednak jest to czas, gdy tofu znajduje się w piekarniku. Ani razu nie spróbowałam wersji z tym, aby je dodatkowo podsmażyć i obiecuję, że sam piekarnik wystarczy, aby całość była pyszna. Otrzymany składnik wykorzystuję w tradycyjnym przepisie na spaghetti bolognese, który jest ze mną jeszcze od czasów bycia na tradycyjnej diecie.

Jeśli lubicie tego typu włoską kuchnię, a macie w planach ograniczyć spożycie mięsa, koniecznie wypróbujcie przepis na to wegańskie “mięso mielone”, którym na swoim blogu podzielił się Eryk.

KOSMETYK.

Produktem kosmetycznym, który bez wątpienia zasłużył na miano ulubieńca miesiąca jest pomada do brwi marki Eveline, dzięki której jestem w stanie wykonać codzienny makijaż znacznie szybciej.

Natknęłam się na nią prawdopodobnie na popularnym forum Wizaż, gdzie zawsze sprawdzam recenzje kosmetyków przed ich zakupem. Pomada zyskała bardzo dużo pochlebnych opinii, w związku z czym postanowiłam dać jej szansę. Zarówno kolor, jak i konsystencja są dla mnie strzałek w dziesiątkę. Produkt nie wysycha mimo codziennego użytkowania (ten problem pojawił się np. podczas malowania się pomadą marki Inglot). Jest wodoodporny, więc nie martwię się o jego utrzymywanie się na twarzy, a samo nakładanie jest banalnie łatwe (oczywiście potrzeba do tego odpowiedniego pędzelka).

Jeśli szukacie kosmetyku, którym łatwo nadacie kształt i kolor swoim brwiom, koniecznie rozejrzyjcie się za wspomnianą pomadą. Jest relatywnie tania, a naprawdę fajna. :)

pomada do brwi evelineemma hill

PRZEDMIOT.

W przypadku przedmiotu, który podbił moje serce w mijającym miesiącu muszę się do czegoś przyznać. Wcześniej tego typu akcesoria do włosów wywoływały u mnie śmiech i zażenowanie, no bo… gumka do włosów, która kosztuje 30 zł tylko dlatego, że jest z jedwabiu? Pff, typowy produkt dla snobów. Jak już pewnie się domyślacie, całkiem niedawno zdanie zmieniłam i aktualnie serio żałuję, że wcześniej nie zaopatrzyłam się w satynową scrunchie z jedwabiu polskiej (!) marki Almania.

Odkąd związuje nią włosy, nie wiem, czym jest uciskanie, wyrywanie czy ciągnięcie kosmyków. Włosy nie odkształcają się pod wpływem gumki, a fryzura trzyma swój kształt. No uwielbiam! Jeśli znajdą się wśród Was włosomaniaczki, koniecznie odwiedźcie stronę wspomnianej firmy, gdzie do wyboru mamy kilka kolorów. Jest to też świetny pomysł na prezent dla bliskiej Wam kobiety – jakby co. ;)

satynowa scrunchie

POST Z BLOGA.

Wpisem, który zarówno mi, jak i Wam najbardziej przypadł do gustu w styczniu jest ten poświęcony moim noworocznym postanowieniom. Jak już wspomniałam wcześniej, uwielbiam czytać tego typu treści na innych blogach, sama więc postanowiłam zdradzić Wam swoje plany na nadchodzący rok w nadziei, że i Was zainspiruję do wprowadzenia pozytywnych zmian w Waszym życiu.

Z feedbacku, jaki otrzymałam, wnioskuję, że publikacja posta była dobrą decyzją, zwłaszcza, że ostatecznie okazało się, iż mamy bardzo podobne, jeśli nie to samo, podejście do pewnych kwestii. To super!

Dajcie znać, co zyskało miano Waszego ulubieńca stycznia 2020 roku! Ciekawa jestem też, czy znajoma jest Wam Emma Hill ze swoim kanałem na Youtube, lubicie tego typu treści? :)

Chcesz być na bieżąco?
Obserwuj bloga za pośrednictwem:

          
Chcę otrzymywać powiadomienia
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
aga
6 lutego 2020 19:29

Nie znam jej kanału, ale chętnie zajrzę. W styczniu odkryłam fito aptekę – herbata na odporność jest genialna: w smaku oraz w zapobieganiu chororby :P

Silently
Silently
6 lutego 2020 19:27

U mnie ulubiency stycznia to zdecydowanie książka BB Easton – Sex/love – taka erotyczna Bridget Jones oraz zumba!

agwer
30 stycznia 2020 10:08

Zainteresuje się tą gumką do włosów! Ja używam takich z gumki do.. majtek :D Kupiłam co prawda gotowe, ale od dawna ich używam i chyba mam ochotę na coś nowego.